Potężny reportaż – to pierwsza nasuwająca się myśl. Żmudna praca reporterska – to myśl druga. I choć „Wykluczeni” Domosławskiego chcą zamknąć w sobie być może problem zbyt obszerny, to na pewno w jakiś spójny sposób scalają wątki, tworząc traktat o… braku tolerancji.

Reporter w pracy

Niemal zawsze moją uwagę zwracali przegrani, poniewierani, wydziedziczeni, niekoniecznie tylko z dóbr materialnych. Ludzie bez głosu, bez reprezentacji, którzy rzadko, czasem od święta, bywają bohaterami codziennych newsów [s. 7.]

Trwająca ponad dwie dekady zbieranina materiałów do „Wykluczonych” – poszerzanie wiedzy o Globalnym Południu (Ameryka Łacińska) – powoduje, że nie dostajemy tekstu napisanego z marszu, na potrzebę jednej czy drugiej gazety lub innej agencji. Mamy do czynienia z materiałem przez lata przeanalizowanym, wielowątkowym i wielowarstwowym. Powstaje swoista księga pamięci, zbiór historii o zmarginalizowanych i zepchniętych  z głównego toru społeczno-politycznego, rejestr  ludzi, których nie ma lub nie powinno być wśród nas.

Kim są Wykluczeni?

tak samo jak ty, jak twoja rodzina, jak wszyscy- mówi Abu Chamis.- Ja, moja żona i moje dzieci chcielibyśmy spać spokojnie, nie bać się wojska i osadników. Chciałbym, żeby moje dzieci miały plac zabaw i chodziły do szkoły, w której nikt ich nie napada. Chciałbym, żebyśmy zawsze mieli co jeść. Czy to dużo? [s. 145]

Narkobiznes, głód, getta, ludobójstwo, bezdomność. Wolny rynek. Globalizacja. Popyt. Podaż. Zysk. Zysk. Zysk. Te pojęcia w jakiś wyrafinowany, wykalkulowany sposób sterują losem ludzi, których machina wyznaczyła w łańcuchu jako ofiary. Stają się nimi ponieważ:  pech chciał, że urodzili się w konfliktogennym miejscu, gdzie korupcja i bieda wyznacza cele, mają odmienny kolor skóry, inną orientację seksualną, czasami wystarczy, że są kobietami.

Po co czytać tak smutne historie?

To nie jest książka, która ma nas roztkliwić nad losem biednym i pokrzywdzonych. Jednak ma nas coś zakłuć od środka. Wywołać metafizyczny ból głowy? Nie dać na chwilę zasnąć? To pozycja, która układa nas czytających w niewygodnych pozycjach, nie odpoczywamy, nie popijamy lektury winem, nie zagryzamy jej truskawkami. Siedzimy prosto, albo nieco skuleni i mobilizujemy się do zadawania pytań. Czasami podrywamy się z miejsca, czując wewnętrzną niezgodę.  Próbujemy brać na rozum całą konstrukcję i mechanizację biedy. Niepojęte i straszne ubiera się bowiem często w poukładany system. Wszystko powstaje w ludzkim umyśle. To człowiek wpada  na pomysł wykreślenia całych  społeczeństw z rejestrów (rozumiane jako ludobójstwo, zagłada). Ludzie przestają istnieć, bo inni ludzie tak postanawiają. Najbardziej przerażające zatem jest to, że wszystko dzieje się między…nami.

„Jeździmy w dalekie rejony świata, by opisywać cierpienie ludzi”

Trudno nie zaprzeczyć, że przekazywana nam na co dzień informacja o świecie to zmanipulowany zlepek. Przyswajamy go przez Internet, oglądamy w wiadomościach, czytamy w gazetach. Media i ich rola. Uświadamiania nas. Często jest  wyszczerbiona. Kamera się  spóźnia. Kadr nie pokazuje wszystkiego. Wtedy głos zabiera reporter. Warto posłuchać go – często bowiem pracuje nad materiałem latami –  tak jak w przypadku Artura Domosławskiego. I być może przekazuje nam kolejną prawdę, jedną z wielu – ale jego zapis trwa przez 800 stron, a nie 3 sekundy migawki telewizyjnej.

Jak z tym żyć?

Jakoś trzeba. Przełknąć to. I przetrawić.